stałe, przebywające w Polsce czasowo oraz osoby, które wyjechały z Polski. Ponad 240 tys. osób urodzonych w Polsce uznało się za potomków imigrantów (II genera-cja imigrantów – osoby urodzone w Polsce, których przynajmniej jedno z rodziców urodziło się za granicą). Wykazano także, iż w Polsce mieszka prawie 430 tys. osób Według danych GUS, pod koniec marca 2021 roku liczba obywateli wyniosła 38 milionów 36 tysięcy 118 osób. To mniej o 1,2 procent niż wynikało z Narodowego Spisu Powszechnego przeprowadzonego w 2011 roku. Prawie 60 procent polskich obywateli zamieszkuje w miastach, a na wsiach nieco ponad 40 procent. W Polsce mieszka około 6 milionów dzieci (5771,4 tys. osób w wieku 0-14 lat) i stanowią one 15% całej populacji. Zarówno liczba, jak i udział dzieci w ogólnej populacji maleje nieprzerwanie od połowy lat 80-tych ubiegłego wieku - wówczas stanowiły one ponad czwartą część społeczeństwa; a na początku tego wieku już niespełna 20%. Ponad miliard ludzi na świecie jest dotkni ętych jak ąś form ą niepe łnosprawności, z czego prawie 200 milionów osób doświadcza znacznych trudności w funkcjonowaniu. W nadcho-dzących latach niepełnosprawność będzie jeszcze większym problemem, ze względu na to, że częstość jej występowania wzrasta. . Premier Mateusz Morawiecki w poniedziałek, 13 czerwca, odwiedził województwo śląskie. Podczas wizyty, jak to ma w zwyczaju, odwiedził kilka miejsc, Myszków, gdzie wziął udział w otwarciu strzelnicy pneumatycznej. - Wojna na Ukrainie przypomniała nam, że tak jak pokolenia przed nami musiały walczyć o wolność z bronią w ręku, tak i my musimy być czujni. Musimy wiedzieć, że ten czas, który był czasem spokoju, być może na dłuższe lata minął. Dzieje się tak za sprawą barbarzyńskiej, niesprowokowanej napaści Rosji na Ukrainę - powiedział premier. - Jeśli Rosji kiedykolwiek mogłoby przyjść do głowy, żeby zaatakować Polskę, to Rosja musi wiedzieć, Kreml musi wiedzieć, że w Polsce jest 40 milionów Polaków gotowych stanąć z bronią w ręku, aby bronić swojej ojczyzny! - grzmiał Mateusz Morawiecki. Przy okazji przypomniał o programie "Strzelnica w każdym powiecie", który wspiera finansowo takie inicjatywy, a także o "Programie upowszechniania strzelectwa", w ramach którego każdy Polak powyżej 18 roku życia będzie mógł od 1 sierpnia do 31 grudnia 2022 roku wziąć udział w zajęciach z tej tematyki i oddać 350 strzałów, z AK-47. W Polsce znajduje się około 370 strzelnic. Odnosząc się do "40 milionów Polaków gotowych do stanięcia z bronią w ręku", warto przypomnieć Matuszowi Morawieckiemu, że według wstępnych wyników ubiegłorocznego spisu powszechnego w Polsce mieszka 38 milionów ludzi. Blisko 20 milionów z nich to kobiety, ale one nie mają współcześnie problemu, aby wejść w tradycyjne role męskie, więc może lepiej podkreślić, że 7 z 38 milionów Polaków to dzieci i młodzież do 17 roku życia, a ponad 8 milionów to osoby po 60 roku życia, co również znacząco zmniejsza liczebność naszych "sił". Te, biorąc pod uwagę, że chińska armia liczy zaledwie nieco ponad 2 miliony żołnierzy, nadal są imponujące. PS Oczywiście nie wszyscy ludzie mieszkający w Polsce to Polacy, ale to już tak na marginesie wykazywania absurdalności słów o "40 milionach Polaków gotowych..." Do mniej niż 400 tys. Polaków – 1 proc. z przeszło 37 milionów – należy dziś ponad 30 proc. całego majątku zgromadzonego w kraju. Gdyby mapa Polski była odbiciem stanu posiadania, to do zaledwie 10 procent najbogatszych należałoby ponad 60 proc. obszaru kraju – od Bałtyku aż po linię łączącą Dolny Śląsk z zamożność gospodarstw domowych w Polsce jest niska i to nie tylko w porównaniu z krajami Europy Zachodniej, ale także wobec średniej w Europie Wschodniej – taki wniosek postawili niedawno autorzy raportu o nierównościach na wciąż rozwarstwia się – i w dochodach, i w gromadzonym majątku – lub raczej jego braku. „Od 1990 roku nastąpił spektakularny wzrost nierówności w Polsce. W 1990 r. najbiedniejsze 50 proc. uzyskiwało 28 proc. dochodu narodowego, podczas gdy dziś ma tylko 20 proc.”, piszą autorzy z grupy Thomasa Piketty’ego po raz pierwszy tak dokładnie zbadali stan posiadania (dotąd skupiali się na nierównościach w dochodach). Obraz, który się maluje na danych z Polski jest 60 proc. całego majątku zgromadzonego w naszym kraju (nieruchomości, auta, akcje spółek, aktywa finansowe itd.) należy do zaledwie 10 proc. ludzi. Jeśli chcielibyśmy zwizualizować ten trend, przyjmując, że 100 proc. zgromadzonego majątku to 100 proc. terenu Polski, 60 proc. stanowiłoby obszar od Bałtyku aż po linię łączącą Dolny Śląsk z więcej, zaledwie 1 proc. z grupy najbogatszych 3,7 mln osób – czyli mniej niż 400 tys. z 37 milionów Polaków – kontroluje aż 30,3 proc. całego to nie oznacza, że najbogatsi Polacy posiadają 60 proc. obszaru Polski – chcieliśmy jedynie wyraźnie zobrazować przepaść między stanem posiadania przeciwnej stronie przepaści znajduje się blisko 19 mln ludzi, którzy – średnio – nie mają żadnego majątku. Według analizy, aż 50 proc. Polaków ma niemal wyłącznie długi (wśród nich tysiące mieszkań, ale na kredyt od banku). Ich średni udział w całym krajowym majątku jest ujemny i wynosi -0,7 proc. Jak dokładnie jest liczony stan posiadania z długiem wyjaśnił dr Michał Brzeziński, ekonomista UW, w tym 39 proc. majątku dzieli się między 40 proc. społeczeństwa. Na mapie to byłaby południowa część kraju, od wspomnianej linii łączącej dolnośląskie z lubelskim aż po szczyty gór na w przeliczeniuNa pierwszy rzut oka bardziej optymistycznie podział majątku wygląda w złotówkach, wyliczony według parytetu siły nabywczej (PPP). Bo każdy Polak średnio ma majątek wart 128 tys. zł. Z tym, że kluczowe jest tu słowo „średnio”: o ile 1 proc. polskich krezusów kontroluje średnio majątek wart 3,9 mln zł, a każdy członek grupy najbogatszych 10 proc. ma średnio prawie 800 tys. zł, o tyle połowa Polaków żyje na minusie. Średni majątek Polaka w tej grupie to minus 1802 grupy Piketty’ego mocno różnią się od szacunków polskich badaczy, którzy zakładali, że w rękach najbogatszych 10 proc. znajduje się 50 proc., a nie 60 proc. majątku Polski. Dr Brzeziński podkreśla, że badania tego typu są obarczone marginesem błędu.„Dla Polski są to nowe oszacowania i nowe metody i z tego punktu widzenia trzeba być ostrożnym w ocenie.”Ale nawet jeśli statystyka nieco przekłamuje obraz rzeczywisty, to różnice mogą być na poziomie 2-5 pkt jak blok o 100 mieszkaniach – w ośmiu nie ma łazienki, w pięciu skrajne ubóstwo. To obraz z nowego „Raportu o biedzie”Katarzyna MokrzyckaDyrektor 300Research, segmentu raportów i konferencji platformy ekonomicznej 300Gospodarka. Wcześniej była zastępcą redaktora naczelnego w Obserwatorze Finansowym, zastępcą szefa działu ekonomicznego w Gazecie Prawnej oraz szefem działu Biznes w tygodniku Wprost. Przed dwoma laty liczba ludzi na Ziemi przekroczyła 6,5 miliarda. W Chinach, najludniejszym państwie, mieszka dzisiaj ponad 1,3 miliarda osób. Indie mają o około 200 milionów mieszkańców mniej niż Chiny, ale za to 2,3 razy więcej niż wszystkie kraje Unii Europejskiej. Aż 11 państw ma ponad 100 milionów obywateli. Poza Chinami i Indiami najbardziej ludne są Stany Zjednoczone (ponad 300 milionów mieszkańców) i Indonezja (około 250 milionów). Tę listę zamyka Meksyk ze 107 milionami. Pod względem liczby ludności Polska jest na 32. miejscu (ok. 38,5 miliona). Najmniej, bo niespełna 1000 obywateli, ma Watykan. Coś z królika Zanim ludzie nauczyli się hodować zwierzęta i uprawiać rolę, żyło ich na Ziemi mniej więcej 7 milionów. 500 lat temu było nas około pół miliarda. Już wtedy najliczniej zaludnialiśmy Azję. Tak zresztą pozostało do dzisiaj, a najwyższy na świecie przyrost naturalny nie rokuje temu kontynentowi zmiany tendencji. Nie wszystkie tereny nadają się do zamieszkania. Teoretycznie osadnictwo jest możliwe na 90 procentach lądów, czyli na powierzchni 505 milionów km kw. Ludzie jednak "nie dążą do wyrównania ciśnienia", lubią się skupiać i zagęszczać, pozostawiając szerokie przestrzenie samotnym podróżnikom. Obliczono, że ponad połowa ludności Ziemi nie osiedla się dalej niż 100 km od wybrzeży mórz, zajmując tym samym tylko 7 procent lądów. Azjatyckie sardynki W Azji mieszka aż 60 procent ludności świata. Najgęściej zaludnione jest wybrzeże Oceanu Indyjskiego, dolina Gangesu i Brahmaputry. Żyje tam 1,25 miliarda ludzi: ponad 4 razy więcej niż w USA. Najgęściej zaludnionym krajem Afryki jest Nigeria, ale o dziwo jest tam aż 130 razy "luźniej" niż w europejskim Monako. Na kilometrze kwadratowym księstwa mieszka średnio blisko 17 tys. osób: trzy razy więcej niż w Hongkongu! Najsłabiej zaludniona jest Australia z Oceanią, zamieszkana przez zaledwie pół procenta ludzkości. Gęstość zaludnienia w Australii nie przekracza 2 osób na km kw. Krajem rekordowo przestrzennym, zamieszkanym z rzadka, jest Mongolia, w której na kilometrze kwadratowym żyje średnio 1,4 mieszkańca, czyli w zasadzie... jeden. W Polsce na jeden kilometr kwadratowy przypada średnio 124 ludzi. Dużo nas, dużo nas do pieczenia chleba Co minutę rodzi się na Ziemi 250 dzieci. W tym samym czasie umierają 104 osoby. Liczba ludności Ziemi zwiększa się rocznie co najmniej o 75 milionów. Prognozy przewidują, że ta tendencja zostanie zahamowana dopiero po 2080 roku. Wtedy będzie nas na świecie już blisko dwa razy więcej niż dzisiaj. Włodzimierz Knap Demografia. Za Mieszka było nas około 1 miliona. Przed II wojną byliśmy 35-milionowym państwem. Dziś w kraju mieszka nas niewiele więcej. Wysoki przyrost naturalny uratował przyszłość Polski w okresie zaborów. O potencjale każdego państwa wiele mówiła i mówi jego sytuacja demograficzna. Gdy Mieszko I i jego syn Bolesław, zwany Chrobrym, wchodzili w świat cywilizacji chrześcijaństwa łacińskiego, ich państwo mogło stosunkowo niewiele, bo demografia mocno je ograniczała. Chlubimy się zasadnie, że Piastowie, zwłaszcza Chrobry i Krzywousty, wygrywali bitwy z Niemcami. Trudno jednak we fragmentach książek opisujących relacje polsko-niemieckie we wczesnym średniowieczu znaleźć informację mówiącą, że państwo pierwszych Piastów liczyło ok. 1 mln mieszkańców. Państwo zaś Ludolfingów (dynastii panującej w Rzeszy od 911 do 1024 r.) było 5-6-krotnie większe, a pod swoją władzą miało dodatkowo 7-milionowe Królestwo Italii. Ludna była Francja. Na przełomie I i II millenium pod rządami tamtejszych królów znajdowało się 9 mln osób (dzisiejsza Wielka Brytania miała wtedy 2,5 mln). Demografia miała swój udział w tym, że choć Niemcy miały status cesarstwa, ze sporów z Francją najczęściej wychodziły ze stratami terytorialnymi. Ostrożnie do danych Około roku 1000 w całej Europie mieszkało ok. 39 mln osób. Koniecznie jednak trzeba uświadomić sobie, że ogólnopaństwowe spisy ludności zaczęto przeprowadzać w Europie dopiero na przełomie XVIII i XIX w., ale były one mocno niedokładne. Dopiero późniejsze o 100 lat dane spisowe, co podkreślała prof. Irena Gieysztorowa, zasługują na większe zaufanie. Oznacza to, że do wszelkich danych liczbowych należy podchodzić z ostrożnością. Ale warto też wiedzieć, że historycy starają się możliwie najdokładniej ustalać liczbę mieszkańców, spierając się ze sobą o liczby. W liczebności siła? Na politykę Kazimierza Wielkiego, zwłaszcza na oddanie Śląska Czechom czy pogodzenie się z faktem, że w rękach Krzyżaków znajdowało się Pomorze i Kujawy, należy patrzeć, pamiętając o tym, że jego monarchia miała 2 mln ludzi, gdy Rzesza niemiecka razem z Czechami 10 mln. W połowie XIV w. Francja była 15-milionowym państwem, Włochy miały 8 mln, Anglia 3 mln, a Rosja 12 mln). Europa w sumie w połowie XIV w. liczyła 75 mln ludzi (w niektórych regionach z powodu przeludnienia wystąpiły klęski głodu, bo produkcja rolna nie nadążała za wzrostem ludności). Ale wiek później, w połowie XV stulecia, „czarna śmierć” doprowadziła do tego, że Europejczyków było tylko 50 mln. Szlachta mniej liczna Kiedy zaś na początku XVII w. Rzeczpospolita miała status mocarstwa, była krajem ludniejszym niż Niemcy (11 mln wobec 10 mln) czy Wielka Brytania (6,5 mln), niemal równie licznym jak Włochy (12 mln), goniącym Francję (18 mln) i Rosję (niespełna 17 mln). Między XVI a XVIII stuleciem szlachta stanowiła, według najnowszych badań, ok. 6 proc. ludności Korony (23 proc. na Mazowszu, jeszcze większy odsetek stanowiła na Kaszubach, ale w Małopolsce, Wielkopolsce, Prusach Królewskich i województwach ukrainnych przyłączonych do Korony w 1569 r. od 3 do 5 proc.). Prof. Mariusz Markiewicz, znakomity znawca epoki nowożytnej z UJ, podkreśla, że tak spory odsetek społeczeństwa należący do stanu szlacheckiego był ewenementem w Europie. Porównywalna liczba szlachty zamieszkiwała tylko Hiszpanię i Węgry. Chłopów najwięcej W czasach nowożytnych (XVI--XVIII w.) ludność miejska stanowiła od 23 do 26 proc. populacji Rzeczypospolitej. Połowę „miastowych” stanowili Żydzi, a w miastach na wschodzie RP nawet ponad 70 proc. Między XVI a XVIII w. nie było zresztą kraju, w którym mieszkałoby tak wielu Żydów jak w I RP. W XVI w. tworzyli 150--tysięczną mniejszość (Szkotów było 37 tys., Ormian - 15 tys., Karaimów - 4 tys.). W 1764 r. Żydów w RP było prawie 600 tys. (258 tys. w dzielnicach ukraińskich, 160 tys. na Litwie, 100 tys. w Małopolsce, 43 tys. w Wielkopolsce). Przed wybuchem II wojny światowej 3,2 mln. Ale zdecydowanie przeważali chłopi. W epoce nowożytnej było ich niemal 70 proc. w Małopolsce i Wielkopolsce, 62 proc. na Mazowszu. Duchowieństwo pod koniec XVI w. liczyło na terenie Korony 5,7 tys. (2,7 tys. w Wielkopolsce, 2,1 tys. w Małopolsce, 0,9 tys. na Mazowszu). Darwinizm narodowy Być może w 1918 r. nie powstałaby Polska, a jeśli już, to znacznie mniejsza i słabsza, gdyby nie to, że w czasie zaborów przyrost naturalny wśród Polaków był niesamowity, mimo dość częstych, szczególnie w Galicji, potwornych klęsk naturalnych. I tak np. w 1913 r. przyrost naturalny we Francji wynosił 0,9 promila, Anglii - 10 promili, Niemiec - 13, ziem czeskich, węgierskich i słowackich od 8 do 11 promili. W przypadku Królestwa Polskiego przyrost sięgał 17,3 promili, Pomorza Gdańskiego i Wielkiego Księstwa Poznańskiego -ponad 18, a Galicji - 14,4. Liczba ludności Królestwa Polskiego, Galicji i ziem zaboru pruskiego między 1820 a 1911 r. wzrosła z 10 mln do ponad 26 mln. W tym okresie Francuzów przybyło 9 mln (z 30,5 do 39,6 mln), Brytyjczyków z 14 do 40,8 mln, Włochów z 19 do 34,7 mln, Hiszpanów z 11,2 do 19,8 mln. Tylko Niemców przybywało szybciej: z 27 do 65 mln. Tempo utrzymane Szybko rosła też Polska w okresie II RP. W rekordowym 1925 r. przyrost wynosił prawie 19 promili, a w najsłabszym 1938 r. - niemal 11 promili. Dzięki temu z niecałych 27 mln na progu odzyskanej niepodległości staliśmy się ponad 35-mln państwem przed wybuchem wojny. Dla porównania od trzech lat mamy przyrost ujemny, a od dwóch dekad nigdy nie był wyższy niż 0,9 promila. Najpewniej nie ma większego zagrożenia dla przyszłości naszego kraju (nie licząc wojny i wielkich klęsk naturalnych) niż demografia. Polska, jak wiadomo, potężnie wyludnia się. W połowie XXI stulecia może nas być niecałe 30 mln. Dramat demograficzny mielibyśmy już dzisiaj, gdyby nie czasy tzw. Polski Ludowej. Między 1946 a 1959 r. przyrost wynosił od 16,1 do 19,5 promila! Od 1960 do 1988 r.: od 6 do 15 promili. Z 23,6-milionowego kraju w 1946 r. pod koniec PRL w Polsce mieszkało 38 mln osób, mimo że ok. 1,2 mln Polaków wyjechało z kraju po 1956 r. Za Gomułki był remis Jak w I, tak i w II RP ludność wiejska wyraźnie przeważała nad miejską (75 do 25 proc.). Proces przechodzenia ze wsi do miast w międzywojniu przebiegał wolno. Inaczej było w PRL. Pod koniec lat 60. był swego rodzaju remis. Gdy komunizm upadał, w miastach było 60 proc. ludności, na wsiach 40 proc. I tak jest do dziś. Miasta polskie i obce - Trudno ustalić wielkość miast przedlokacyjnych - podkreśla prof. Henryk Samsonowicz, wybitny mediewista. - Ani granice ich nie są pewne, ani źródła wystarczające do dokonania przybliżonego szacunku. Prof. Samsonowicz, powołując się na badania kolegów po fachu, podaje, że w X i XI w. Gniezno liczyło co najmniej 5 tys. mieszkańców, Poznań 4 tys., gród i podgrodzie we Wrocławiu ponad 1000, Opole 600-800. Szczecin w I połowie XIII w. miał 3 tys. mieszkańców, ale najludniejszy był Wolin, może nawet 10-tysięczny. Kraków za Bolesława Krzywoustego był miastem 4-tysięcznym, podobnie jak Wrocław, Kołobrzeg i Gniezno. Od tysiąca do 3 tys. mieszkańców za Krzywoustego miały Sandomierz, Przemyśl, Poznań, Opole, Legnica, Płock, Włocławek. Pod koniec XIII w. ludność miejska w Europie stanowiła niemal 10-proc. populację. Największe były Paryż i Mediolan (po ok. 200 tys.). Ponad 100 tys. liczyły Wenecja, Florencja, Genua. Nieco mniej Rzym, Londyn, Neapol. Wrocław pod koniec XIV w. miał 21 tys. Profesorowie Jan Małecki i Zdzisław Noga, znawcy dziejów Krakowa, liczbę jego mieszkańców w początkach panowania Kazimierza Wielkiego (ok. 1340 r.) szacują na 18 tys., łącznie z Kazimierzem i Kleparzem. Według prof. Józefa Mitkowskiego, w XIV w. w samym Krakowie mieszkało 5 tys. ludności polskiej, 3,5 tys. niemieckiej, blisko 1 tys. żydowskiej, 0,5 tys. węgierskiej. W pierwszej połowie XVI w. Kraków liczył 30 tys., ale wielka zaraza w 1543 r. zabiła około połowę jego ludności. Dopiero prawie trzy wieki później Kraków będzie równie duży. W pierwszej połowie XVII w. zdecydowanie najwięcej mieszkańców miał Gdańsk (64 tys.) dzięki koniunkturze gospodarczej (jego budżet był wtedy 20-krotnie większy niż państwa polskiego); jej osłabienie i wojny spowodowały, że na początku XIX w. ludność Gdańska liczyła tylko 35 tys. Między drugą połową XVI wieku a pierwszą XVII w Europie najwięcej osób mieszkało w Paryżu i Neapolu (po 200 tys.). Niewiele mniej ludny był Londyn, Mediolan, Wenecja, a około 120-150 tys. osób mieszkało w Rzymie, Amsterdamie, Lizbonie, Antwerpii. Moskwa była miastem 60-tys., a Praga i Wiedeń liczyły po ok. 50 tys., podobnie jak największe miasta niemieckie: Hamburg, Norymberga i Kolonia. Około roku 1800 Londyn był zdecydowanie największy. Przekroczył milion mieszkańców, gdy drugi co do wielkości Paryż 600 tys. Inne wielkie ówczesne miasta to: Neapol (426 tys.), Moskwa (400), Wiedeń (240), Amsterdam (220). Warszawa przed powstaniem kościuszkowskim (1794 r.) była 125-tys. miastem, ale w 1800 r. tylko 60-tys. W 1900 r. liczyła 700 tys., ćwierć wieku później przekroczyła milion. Przed wybuchem II wojny zamieszkiwało ją 1,3 mln osób. Po jej zakończeniu stolica liczyła 422 tys. Ponownie milionowym miastem została w 1955 r. Fenomenem jest Łódź. W 1815 r. liczyła 331 mieszkańców. W 1915 r. 600 tys., czyli zwiększyła się 1813-krotnie! I wojna światowa zniszczyła miasto. Łódź skurczyła się w 1918 r. do 340 tys. Potem znów rosła, z wyjątkiem okresu II wojny światowej. W 1989 r. Łódź miała 852 tys. mieszkańców, a teraz najpewniej nie ma nawet 700 tys. Ciekawy jest przypadek Wrocławia. Przed II wojną światową (należał do Niemiec) liczył 630 tys. osób. W końcu maja 1945 r. - 202 tys. (2 tys. Polaków). W lutym 1946 r. Polaków było już 57 tys., w tym 27 tys. przesiedlonych z Kresów. Dziś Wrocław jest miastem identycznej wielkości co przedwojenny. Wyznania W 1913 r. w Królestwie Polskim trzy czwarte stanowili katolicy, 15 proc. żydzi, 6 proc. ewangelicy, 4 proc. prawosławni. W zaborze pruskim w 1910 r. dwie trzecie stanowili katolicy, a 31 proc. ewangelicy. W Galicji (1910 r.) katolicy i grekokatolicy byli podobnie liczni (46 do 42 proc.). W 1931 r. 65 proc. było katolików, 10 proc. grekokatolików, 11 proc. prawosławnych, 10 proc. żydów, 3 proc. ewangelików. Najwięcej katolików mieszkało w woj. kieleckim, warszawskim, poznańskim, pomorskim, śląskim, krakowskim (od 88 do 92 proc.). Grekokatolików - w woj. stanisławowskim (73 proc., choć w miastach tego województwa stanowili 33-proc. grupę). Na Wołyniu i Polesiu przeważali prawosławni (70 i 75 proc.). W miastach woj. wołyńskiego i polskiego wyznawcy religii mojżeszowej stanowili połowę mieszkańców. W Warszawie, Łodzi, Lwowie, Wilnie i Krakowie od 26 do 35 proc. W Poznaniu - 0,8 proc.

w polsce mieszka około 40 milionów ludzi