Podwójne życie. Uwodzicielski i przewrotny, najnowszy film Oliviera Assayasa („Sils Maria”, „Personal Shopper”) bawi się pojęciem wierności. W „Podwójnym życiu” dotyczy ono zarówno kilku zdradzających się osób, perwersyjnej relacji fikcji do rzeczywistości, jak również rewolucji technologicznej, która każe nam Opis. (1) Lauren Porter (Linda Hamilton) to wzięta i poważna Pani psycholog, która została zmuszona do wynajęcia detektywa Toma Beckwitha (James Belushi). Pan detektyw zabiera się do pracy i szybko odkrywa, że jego klientka prowadzi podwójne życie. W dzień jest stateczną osobą, która myśli tylko o pracy, w nocy natomiast zamienia Nazwa mężczyzny prowadzącego autobus. Mężczyznę prowadzącego autobus nazywa się mianem kierowcy autobusu.. O posadę kierowcy autobusu mogą ubiegać się zarówno kobiety, jak i mężczyźni. Wiek: 26. Odp: MOJA ZONA PROWADZI PODWOJNE ZYCIE!!!!!!!!!!!!!! Pisz tutaj zawsze jak masz ochotę, zawsze ktoś się znajdzie aby napisać i wesprzeć, bo na mnie możesz liczyć. Kurcze nawet nie okazała skruchy, co za babsko, ale masz rację bóg ją ukarze. Kiedyś skończą się klienci bo jak długo może pracować jako prostytutka. . Mr Brooks (2007) Tytułowy Earl Brooks jest człowiekiem sukcesu. Prowadzi własną, prężną działalność gospodarczą, która zapewnia mu byt na wysokim poziomie u boku pięknej małżonki i społeczne poważanie. Od trzech lat pan Brooks z sukcesem walczy ze swoim nałogiem, aż pewnego wieczora wracając z przyjęcia na swoją cześć, powraca jego dawny przyjaciel. Jak za dawnych czasów siada obok niego i namawia do zabawy. Brooks udaje się do apartamentu pary młodych tancerzy i morduje ich. Tak jak zwykł to robić wiele razy przez wiele lat. Bo widzicie, poważny pan Brooks ma swoje mroczne alter ego Marshalla, który towarzyszy mu zawsze, gdy dopuszcza się zbrodniczych czynów. Mówi się, że nałóg staje się częścią nas. Zmienia osobowość. Żeby skutecznie zwalczyć uzależnienie trzeba wyciąć tę część siebie. Dlatego osoby przebywające w ośrodkach terapii są odizolowane od świata zewnętrznego, w ten sposób na nowo budują swoje ja. Ale jak żyć bez samego siebie? Pan Brooks nie zostałby bogatym przedsiębiorcą, mężem i ojcem, gdyby nie odciął od siebie tej części, która lubi sobie kogoś zaszlachtować. Nie wyrzekł się jej jednak całkowicie, zmaterializował ją do poziomu 'złego brata’, kogoś kto nosi w sobie jego mroczne pragnienia podczas, gdy od odbiera nagrody i kocha się z żonką. Marshall dochodzi do głosu tylko za pozwoleniem Earl’a. Jest kimś w rodzaju doradcy i osobiste konsultanta, który zna jego myśli lepiej niż on sam. To głos podświadomości, z tą tylko różnicą, że ma ludzką postać. Tak to widzi twórca filmu Bruce Evans, który postanowił zrobić film o seryjnym mordercy ukazując jego sytuację od kuchni. To miła odmiana, bo chyba wszystkim już zbrzydły opowieści snute z punktu widzenia dzielnego gliny, nawet jeśli ma twarz Brada Pitt’a;) Fabułą filmu skupia się na panu Brooksie. Poznajemy jego pragnienia i obawy, jego życie codzienne i nocne rozrywki. Aby dodać akcji dynamiki na plansze wprowadzony zostaje pan Smith. Mężczyzna, który przypadkowo staje się świadkiem dzieła Pana Brooksa i zafascynowany taką formą rozrywki postanawia zgłębić temat. Co na to Pan Brooks? Morderca traktuje Smitha jak upierdliwego szczeniaka, który ciągnie go za nogawkę. Mimo iż adoracja jest pozytywnym wzmocnieniem to staje się uciążliwa. Do tego dochodzą sprawy rodzinne i wspomniane wcześniej obawy. Chyba nikt nie chciałby, że jego potomstwo odziedziczyło po nim najgorsze cechy. Lepiej żeby miało proste zęby i gęste włosy, czyż nie? Ale co jeśli twoją największą wadą jest socjopatia? Podwójne życie Pana Brooksa niesie wiele wyzwań co skutkuje tym, że mamy tu do czynienia z wyjątkowo ciekawa historią. Od strony technicznej nie powala, bo w sumie nie mamy tu miejsca na jakieś wyskoki. Siła projektu opiera się na scenariuszu i na aktorstwie. Twórca mojego ulubionego „Stand by me” zaprosił do współpracy Kevina Costnera i Demi Moore. Aktorzy bardzo znani choć ja osobiście nie przepadam ani za jednym, ani za drugim. Demi wciela się tu w postać policjantki, która marzy o złapaniu seryjnego mordercy. Bardziej skupiamy się tu jednak na jej problemach osobistych niż na wątku detektywistycznym. Costner, jak Costner, dobrze wygląda w garniturze i z ironicznym uśmiechem na twarzy. Chyba wybrano go do tej roli ze względu na jego niepozorność. Nie widzę go w roli seryjnego mordercy, ale tym ciekawszy jest efekt, gdy zostaje w takiej roli przedstawiony. Nie mniej jednak sądzę, że dużo lepiej spisali się tu aktorzy z dalszego planu, jak odtwórca roli Marshalla czy córki Brooksa. Jeśli miałabym coś skrytykować to chyba zakończenie. Jakieś takie… nijakie. Po za tym film jak najbardziej na plus. Moja ocena: Straszność:3 Fabuła:8 Klimat:6 Napięcie:7 Zabawa:8 Zaskoczenie:6 Walory techniczne:7 Aktorstwo:7 To coś:7 Oryginalność:7 66/100 W skali brutalności:1/10 Nasze życie przenosi się do sieci: praca, zakupy i… randki. Ustanowiono już nawet specjalne „święto” – 24 lipca to Dzień Wirtualnej Miłości. Czy można się naprawdę zakochać przez Internet? Na co uważać? Jak rozpoznać kłamcę, który prowadzi podwójne życie w sieci i w realu? Psycholożka ostrzega. Czy zakochanie przez Internet jest możliwe?Podwójne życie w InternecieCzym może grozić internetowa miłość?Jak zadbać o siebie w sieci? Czy zakochanie przez Internet jest możliwe? Każda z nas ma taką koleżankę, która poznała faceta w sieci i teraz są szczęśliwym małżeństwem. Każda z nas zna też kogoś, kto trafił w sieci na niewiernego męża, udającego chłopaka do wzięcia. Albo na faceta, który przysłał zdjęcie zrobione 20 kilogramów wcześniej. I takiego, który po fajnej rozmowie znienacka przesyła zdjęcie penisa. Do wielu z nas pisali też tajemniczy wielbiciele, a nawet „amerykański żołnierz”, który chwilowo potrzebuje wsparcia finansowego. Czy Internet to miejsce na miłość? – Oczywiście, że można zakochać się w sieci, podobnie jak w realu – mówi psycholożka Urszula Struzikowska – Marynicz. Specjalistka zwraca uwagę na różnice: – Uczucia, którymi obdarzamy, są jak najbardziej prawdziwe. Istnieje większe ryzyko, że zakochując się „w sieci”, zakochamy się bardziej w naszym wyobrażeniu o danej osobie niż w niej samej. Zdaniem niektórych Internet nie jest dobrym miejscem na miłość, bo prezentuje tylko ułamek danej osoby, jej wycinek i to często ten, który sama chce pokazać. Brakuje dotyku, zapachu, czasem nawet głosu. – Nie zgodzę się z twierdzeniem, że w sieci nie można się zakochać. Kiedyś ludzie zakochiwali się, pisząc do siebie listy. Było to postrzegane jako romantyczne. Dziś papier i atrament zastępują mnogie komunikatory internetowe. Taki romantyzm, jakie czasy. Czy zakochanie z happy endem? To trudno obiecać – mówi Urszula Struzikowska – Marynicz. Podwójne życie w Internecie To, czego boimy się najczęściej, to kłamstwo, które w sieci jest łatwiejsze do ukrycia. Boimy się również rozczarowania postacią, którą znamy tylko z najlepszych zdjęć (i same prezentujemy głównie takie). – Znałam mężczyznę, który stworzył kilka różnych tożsamości – mówi Agata – Wydało się to przypadkiem, gdy zdjęcie „swojego” chłopaka pokazała mi znajoma – to był „mój” chłopak. Zaczęłam drążyć, okazało się, że grał kilka ról, w zależności od potrzeby danej kobiety. Gośka przygotowywała dla uczniów prezentację, jak unikać oszustów w sieci. Dokopała się do kont pełnych zdjęć skradzionych innym użytkownikom. Zdjęcia były prawdziwie, co zwiększało realność postaci. W rzeczywistości nie wiadomo, kto krył się z drugiej strony. Ilona i Marek poznali się na facebookowej grupie dla samotnych rodziców. Marek szybko oczarował Ilonę, pisał prawie całymi dniami i nocami. Przeszli na rozmowy na kamerce. Wreszcie Marek zainicjował w grupie „coming out”, że są parą, chociaż jeszcze się nie spotkali i dzieliło ich kilkaset kilometrów. Ilona była zachwycona. Oboje zmienili status na „w związku”, wreszcie się umówili. Na żywo totalnie nie wypaliło. Kasia z Konradem poznała się w randkowej aplikacji, później „przypadkiem” wpadli na siebie na meczu. Dziś Kasia wie, że to nie był przypadek i że Konrad to spotkanie zaaranżował – w końcu dużo o niej wiedział z Internetu. Z czasem zaczął odwiedzać ją w pracy, bo „przypadkiem” robił zakupy w galerii handlowej, gdzie pracowała w butiku. Potem zaczął proponować podwózki, podrzucać jedzenie do pracy, wspólnie jeździli na zakupy, wylądowali w łóżku. – Teraz widzę, jak mnie osaczał, zacieśniał kręgi. Pomagałam mu wybrać nawet płytki do łazienki, bo mówił, że planuje remont. Myślałam, że to znak jego poważnych zamiarów. „Zapomniał” dodać, że chodzi o remont rodzinnego domu, w którym miał żonę i dziecko – opowiada Kasia. Z pomocą przyszedł Facebook, gdzie przypadkiem natknęła się na jego profil (on twierdził, że nie używa Facebooka, bo kradnie za dużo czasu). Kasia długo potem nie wchodziła w relacje, czuła się wykorzystana. – Zachowałam się strasznie naiwnie. Dziś od razu oczekuję, że ktoś mnie zaprosi do siebie, żebym mogła od razu zweryfikować, czy naprawdę jest wolny. Czym może grozić internetowa miłość? – W przypadku zakochiwania się w relacji on-line nie mamy dużej szansy na weryfikację obrazu potencjalnego partnera/partnerki, aż do momentu spotkania face to face – uczula psycholożka. Urszula Struzikowska – Marynicz wylicza najczęściej popełniane błędy i kłamstwa spotykanie w sieci. Oszukiwanie w zakresie wagi lub wieku – Przykładowo, kobiety odejmują sobie w relacji on-line kilka kilogramów. W nadziei, że skoro „punktują” w rozmowie, w realu tych kilka kilogramów nie będzie miało znaczenia. Niestety czasami ma. Podobnie postępują panowie, odejmując sobie lat. Rozczarowanie może być obustronne: ten, kto kłamał jest zawiedziony, że taki „drobiazg” może rozczarować drugą stronę. Z kolei osoba, którą oszukano, może podejrzewać, że to nie jest jedyne kłamstwo. Wyłudzanie pieniędzy To powszechnie znana informacja, a jednak wciąż można spotkać osoby, które wykorzystano finansowo. Nierzadko są to osoby, które na innych płaszczyznach życia są rozważne. Jak działa internetowy naciągacz? – Zdobywa zaufanie i sympatię. Diagnozuje potrzeby drugiej strony. Rozbudza nadzieje. Z czasem prosi o przysługę dotyczącą kwestii finansowej. Po udzieleniu pożyczki lub na przykład zarezerwowaniu wyjazdu (w domyśle wspólnego) nagle kontakt się urywa. Niezależnie od twojej sytuacji materialnej nie udzielaj pożyczek ani innych form wsparcia osobie, której dobrze nie znasz. Narcystyczni mężczyźni, kolekcjonerzy kobiet Kolejna pułapka w sieci to jeden wymiar przekazywania treści. W rozmowie na żywo łatwiej wychwycić np. kłamstwa – intonacja niezgodna z treścią, niewłaściwa mimika twarzy, specyficzna gestykulacja. W sieci mamy tylko treść, co najwyżej wzbogaconą emotikonami. Łatwiej reżyserować narrację i grać pewną rolę. – Pułapką jest grasowanie w sieci narcystycznych randkowiczów. Osoby o tym rysie osobowości poszukują satysfakcji pochodzącej z zainteresowania nimi. W sieci nietrudno spotkać osoby, które poszukują zaspokojenia innych potrzeb niż nawiązanie relacji. Narcyz pragnie uwagi, zachwycania się nim, adorowania go, chce czuć się ważny, silny, kompetentny i atrakcyjny, chce decydować o granicach relacji, dysponować nimi. Relacja ta staje się toksyczna już na samym początku – ostrzega Urszula Struzikowska – Marynicz. Chociaż każda z nas jest wyjątkowa, rzadko jesteśmy wyjątkami, jeśli chodzi o sukces lub porażkę w relacji. Układ z narcyzem jest skazany na niepowodzenie. – Jeżeli narcyz dostanie to, czego chce, z czasem znudzi się dającą osobą. Jeżeli tego natomiast nie dostanie, poszuka szybko gdzie indziej. Nie ma on relacji z nami, ale z benefitami, jakie może od nas uzyskać – zwraca uwagę psycholożka. Jak rozpoznać narcyza w sieci? Narcyz może przesyłać ci mnóstwo swoich zdjęć, może przesyłać bardzo długie opisy swoich stanów ducha, swoje wspomnienia, przeżycia. Rozmowa z nim nie jest naturalną wymianą zdań, ale ma formę „wykładu” z jego strony, a z twojej strony oczekiwać będzie tylko zachwytów i przytakiwania. W takich kontaktach ufaj swojej intuicji. Jeśli wydaje ci się, że coś „dziwnego” jest w danym mężczyźnie i jego sposobie bycia, prawdopodobnie masz rację. Zajęci udający wolnych Większość osób, które podejmowały próby randkowania w sieci, spotyka wcześniej czy później żonatych/zajętych mężczyzn. Wśród nich są tacy, którzy ukrywają ten fakt oraz tacy, którzy są „uczciwi” i na wstępie informują, że szukają „tej drugiej”. Oczywiście, każdy z nich podaje szereg „bardzo ważnych powodów”, dla których nie może odejść od żony. Niekiedy osoby bardzo spragnione jakiejkolwiek relacji przyjmują te wyznania za „dobrą monetę”. Wierzą, że ukochany naprawdę nie sypia z żoną, a łączy ich tylko kredyt, presja rodziny, dzieci albo wspólny chomik. – Kolejna grupa randkowiczów, o której opowiadają rozgoryczone panie, to osoby, które w sieci przede wszystkim leczą swoje kompleksy. Pan ma żonę, dzieci i życie, z którego niekoniecznie jest zadowolony, ale nie na tyle, by je porzucić. Jednocześnie opisuje siebie jako singla poszukującego głębokiej relacji. Oczywiście niejedna pani chciałaby być tak „wyjątkowa”. Tymczasem po otrzymaniu atencji, pan – znów nudząc się – zaczyna poszukiwania od początku. Chce znów czuć świeżość relacji i podekscytowanie uwodzeniem. To przerywa jego codzienną rutynę, to go dowartościowuje – mówi Urszula Struzikowska – Marynicz. Osoby bojące się życia poza siecią Co najmniej część z osób chcących umówić się przez Internet spotyka kogoś, kto bardzo chciałby się spotkać, ale… wiecznie nie może. Zawsze coś lub ktoś staje na przeszkodzie: korek, nadgodziny, choroba w rodzinie, zalanie łazienki… – Osoby, z którymi randkujemy w sieci, nierzadko mają duże trudności w nawiązywaniu i podtrzymywaniu relacji w bezpośrednim kontakcie – tłumaczy Urszula Struzikowska – Marynicz. – Z tego powodu taka relacja on-line może nie mieć szansy przeniesienia się do realu. Takie relacje można poznać między innymi po sabotowaniu wszelkich propozycji spotkania. Niekiedy pomimo super rozmów na randkowym chacie trudno o równie fajny kontakt w realu. Osoby agresywne Spotykając kogoś na żywo, mamy pewne szanse rozpoznać, że dana osoba ma skłonności do agresji (ale tylko w pewnym stopniu. Dlatego zdarzają się np. gwałty na imprezach, gdzie teoretycznie są sami znajomi). Umawiając się z kimś z sieci, możemy trafić na agresora lub gwałciciela. Dlatego na pierwsze spotkanie umów się w miejscu publicznym, które znasz. Możesz wcześniej poprosić koleżankę, żeby kontrolnie zadzwoniła w czasie spotkania. (Taki telefon przyda się też, jeśli po prostu chcesz wcześniej wrócić do domu i szukasz pretekstu). – Szarmancki i uwodzicielski kandydat z sieci może okazać się nachalnym, intruzywnym i niebezpiecznym zagrożeniem dla nas w realnej przestrzeni – ostrzega psycholożka. – Już nie musi uwodzić i zabiegać, bo jest o włos od dostania tego, po co się tu zjawia. Kłamstwa, fikcyjne profile – Gdy umawiałam się przez Internet, prawie wszyscy deklarowali się jako fani sportu – wspomina Beata. – Na żywo okazywało się, że jedynym ich ruchem jest przyciskanie zmiany kanałów w pilocie od telewizora. Poza tym nagminnie kłamali w sprawie wzrostu. 90 którzy jakoby mieli 180 cm, okazywało się niższymi niż moje 175 cm. Psycholożka Urszula Struzikowska – Marynicz potwierdza: – Profile na portalach randkowych często podają niespójne informacje, ogólniki o danej osobie. Sprzyja to mechanizmowi dopełniania obrazu danej osoby o własne wyobrażenia na jej temat i fantazje życzeniowe. Profile randkowiczów są często koloryzowane, są jak oferty produktów na sprzedaż. – W sieci roi się także od rzekomo wysportowanych pasjonatów drogich dyscyplin sportowych, majętnych singli gotowych zafundować siebie i komfort finansowy, niesłusznie porzuconych i pokrzywdzonych w stylu on jej nie kocha, ona go nie rozumie, oni już ze sobą nie sypiają – wymienia specjalistka. W Internecie można ukryć wszystko: żonę, długi, problemy z alkoholem lub inne nałogi. Bądź czujna, aby umiejętnie wychwycić, jeśli pewna granica zostanie przekroczona. Anka kiedyś umówiła się z mężczyzną, który wydawał się bardzo interesujący: jak ona wielbiciel teatru, oczytany, zakochany w podróżach. Spotkali się w południe na kawę, ale on zamiast kawy wypił dwa piwa, po czym powiedział, że zaraz wyjeżdża, sam prowadząc auto. „Uspokoił” Ankę, że nie boi się utraty prawa jazdy, bo już zabrano mu je za punkty. Jak zadbać o siebie w sieci? Co robić, aby chronić siebie i – o ile to możliwe – uniknąć zawodu? Pytaj i słuchaj Cieszysz się, że trafiłaś na uważnego słuchacza? Na kogoś zainteresowanego tobą? To oczywiście ważna cecha, ale nie pozwól, aby twoje opowieści zdominowały rozmowę. Staraj się jak najwięcej dowiedzieć o drugiej osobie, zadawaj pytania, po pewnym czasie wróć do tematu, żeby sprawdzić prawdomówność rozmówcy. – Odpowiedzi dobrze jest zapamiętywać, a nawet zapisywać te najbardziej dla nas znaczące lub takie, które nas niepokoją – podpowiada Urszula Struzikowska – Marynicz. Psycholożka zachęca, aby ufać intuicji. – Czasem potrzeba wiary w coś, na co mamy nadzieję, jest silniejsza od instynktu samozachowawczego. Ten, chociaż na drugim planie, często wysyła sygnały o tym, że coś jest podejrzane, przesłodzone, niejasne, mało prawdopodobne, „za szybkie”. Ufajmy sobie w większym stopniu, zanim zaprzeczymy i wyprzemy ważne sygnały. Dobrym pomysłem jest również podzielenie się swoimi przeżyciami i odczuciami z bliskimi. Rzeczowo spójrzmy na krytyczne uwagi z ich strony. Uważaj na love bombing Kinga wspomina swój sieciowy romans z Karolem: – Jeszcze się nie spotkaliśmy, a on już planował, podział obowiązków w „naszym domu”, a nawet wybór obrączek. Był świeżo po rozwodzie, mam wrażenie, że po prostu chciał obsadzić stanowisko, które zrobiło się wolne. Mieszkał kilkaset kilometrów ode mnie i liczył, że ja się tak po prostu tam przeprowadzę. Wyznawał miłość, choć nawet mnie dobrze nie znał. Ale było to tak urocze, że nawet kupiłam do niego bilet. Dziś wiem, że takie zachowania to klasyczny „love bombing”. Z biletu jednak nie skorzystała. Tuż przed planowaną podróżą on zaczął zwracać się do niej „głuptasie”, „głupku”, „paskudo”, „draniu”. Twierdził, że to pieszczotliwe i że tak nazywa osoby, na których mu zależy. Gdy stanowczo zaprotestowała, stwierdził, że czuje się atakowany, skrzywdzony i poniżony. Kinga urwała kontakt. Wielki nieobecny On proponuje spotkanie, ale zawsze coś stanie na przeszkodzie? Ty proponujesz, ale on odmawia? – Jeżeli partnerka/partner relacji stale nie może się z nami spotkać, kontakt z nim/nią przez telefon czy wideochat jest stale niemożliwy, osoba przejawia tendencję do znikania na jakiś czas bez śladu lub mamy wrażenie, że udziela odpowiedzi często wymijających, woli pozostać tajemnicza, sprawia wrażenie, jakby pisała z kilkoma osobami naraz, zatrzymajmy się – zwraca uwagę psycholog. – Poza potrzebą kochania i bycia kochanym, mamy również potrzebę bycia bezpiecznym. Wsłuchajmy się w swoje emocje, w sygnały, jakie wysyła nam nasze ciało poprzez emocje. Pomimo oszołomienia motylami w naszym brzuchu nie zapominajmy, że posiadamy również głowę. Zobacz także Patryk wraca po roku nieobecności do miejscowości, z której nagle wyjechał do pracy do Londynu. Przed wyjazdem miał gorący romans z Anią - mężatką, która zaszła z nim w ciążę. Po powrocie zatrzymuje się u zaprzyjaźnionego właściciela hoteliku i kawiarni, Romka i od niego dowiaduje się, że Ania ma dziecko. Nowina ta… zobacz więcej 0 osób lubi 0 osób chce obejrzeć. obejrzy Patryk wraca po roku nieobecności do miejscowości, z której nagle wyjechał do pracy do Londynu. Przed wyjazdem miał gorący romans z Anią - mężatką, która zaszła z nim w ciążę. Po powrocie zatrzymuje się u zaprzyjaźnionego właściciela hoteliku i kawiarni, Romka i od niego dowiaduje się, że Ania ma dziecko. Nowina ta wywołuje u niego szok oraz pragnienie, żeby przekonać się, czy czasem to nie on jest ojcem dziecka. opis dystrybutora Nie mamy jeszcze recenzji do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Nie mamy jeszcze recenzji użytkowników do tego filmu, bądź pierwszy i napisz recenzję. Ta strona powstała dzięki ludziom takim jak Ty. Każdy zarejestrowany użytkownik ma możliwość uzupełniania informacji o filmie. Poniżej przedstawiamy listę autorów dla tego filmu: 1 Fabuła Opisy Recenzje Słowa kluczowe Multimedia Plakaty Zwiastuny Zdjęcia Pozostałe Komentarze Nagrody Wiadomości Wytwórnie Seanse TV Repertuar Inne strony www Szef klubu KO Cezary Tomczyk ocenił, że Daniel Obajtek jako wójt Pcimia "prowadził podwójne życie", zajmując się jednocześnie "niezarejestrowaną działalnością gospodarczą". "Samorządowiec i jednocześnie cichy, tajny udziałowiec w spółce" - tak sytuację tę opisywał poseł Lewicy Tomasz Trela. Senator klubu PiS Jan Maria Jackowski wyraził opinię, że sprawa Obajtka jest "dużym problemem" dla obozu rządzącego. Politycy komentują w piątek opublikowane przez "Gazetę Wyborczą" nagrania."Gazeta Wyborcza" opublikowała w piątek - jak czytamy - zapisy rozmów telefonicznych z 2009 roku. Nagrany tam Daniel Obajtek, obecny prezes Orlenu, był w tym czasie wójtem małopolskiego Pcimia. Na nagraniach Obajtek rozmawia z mężczyzną, którego nazywa Szymon. Mężczyzna ten pracuje dla spółki TT Plast działającej w branży elektroinstalacyjnej. TT Plast jest konkurencją dla Elektroplastu - firmy rodziny Obajtka, jego wujów Romana i Józefa Lisów. Obajtek zwraca się do Szymona określeniem "dyrektor naszych ludzi". "Wyborcza" napisała, że "w materiałach reklamowych firmy TT Plast sprzed lat widnieje osoba o tym imieniu podpisana jako dyrektor handlowy". Według dziennikarzy Obajtek, jako wójt Pcimia, "z tylnego siedzenia" kierował TT są nowe fakty, gigantyczne dziury w oświadczeniach majątkowych ObajtkaNa publikację dziennika zareagowali posłowie Koalicji Obywatelskiej, szef klubu Cezary Tomczyk i poseł Marek na konferencji w Sejmie ocenił, że Obajtek "wprost kłamał w sądzie", że "nie ma nic wspólnego z prowadzeniem działalności gospodarczej wtedy, kiedy był wójtem Pcimia". - Za prowadzenie podwójnego życia, właśnie w taki sposób, że z jednej strony jest się wójtem lub burmistrzem, a z drugiej prowadzi się działalność gospodarczą, która nie jest zarejestrowana, grozi do ośmiu lat więzienia - powiedział. Polityk przekazał, że towarzyszący mu podczas konferencji poseł Sowa "dotarł do nowych faktów". - Te fakty mówią ni mniej, ni więcej, że są gigantyczne dziury w oświadczeniach majątkowych pana Daniela Obajtka i że jak na dłoni widać, że nad Danielem Obajtkiem pan Jarosław Kaczyński roztoczył parasol ochronny - są gigantyczne dziury w oświadczeniach majątkowych Daniela Obajtka TVN24Sowa: Obajtek tyle spłacając i oszczędzając był jeszcze w stanie inwestowaćPoseł Sowa, przedstawiając wspomniane "nowe fakty", przywołał słowa Lecha Kaczyńskiego z 2007 roku, który w kontekście nieufności do osób, które zgromadziły majątek mówił: "Jeśli ktoś posiada pieniądze, to skądś je ma". - Myślę, że na te słowa prezydenta Kaczyńskiego (Obajtek - red.) powinien dzisiaj odpowiedzieć. Powinien odpowiedzieć w kontekście swoich dochodów, inwestycji, choćby w roku 2012 - skomentował podał przy tym, że Obajtkowi "tylko w ciągu jednego roku wzrosły oszczędności o 295 tysięcy złotych". - Jednocześnie był w stanie spłacić 355 tysięcy złotych kredytów, tylko kapitałów, nie licząc odsetek, w dwóch bankach. Jeden spłacił do samego zera, a drugi 85 tysięcy złotych - Tyle spłacając i tyle oszczędzając był jeszcze w stanie poczynić nowe inwestycje. Nabył 10 procent udziału w (spółce - red.) ERG Bieruń-Folie za 260 tysięcy złotych. Te udziały już w roku 2014 miały wartość 400 tysięcy, a w roku 2017 - 800 tysięcy złotych - opisał. - Zapewne ta inwestycja Daniela Obajtka nie ograniczyła się do udziałów, które sam nabył, bo w tym samym czasie udziały nabywała jego mama. Pytanie tylko, kto za to zapłacił - Obajtkowi tylko w ciągu jednego roku oszczędności wzrosły o 295 tysięcy złotychTVN24Sowa przekazał, że udziały te zostały nabyte od Tomasza Fortuny (prezes TT Plast - red.), "osoby, która pojawia się na ujawnionych dzisiaj taśmach". - Tylko w jednym roku Daniel Obajtek, którego dochody w małej, niespełna 11-tysięcznej gminie wyniosły 153 tysiące złotych, dodatkowo 30 tysięcy z wynajmu nieruchomości, miał - po odliczeniu podatku - 130 tysięcy złotych wynagrodzenia netto. Wydał ponad 900 tysięcy złotych, o 776 tysięcy więcej, niż wpłynęło na jego konto. A nie jest tajemnicą, że Daniel Obajtek od lat prowadzi dość hojne i zamożne życie. Nie od momentu, jak został prezesem Orlenu - mówi uznał, że z opublikowanych przez "Wyborczą" stenogramów rozmów wynika to, "skąd Obajtek miał tę bańkę w 2012 roku". - Czarno na białym widzimy, że miał lewe dochody - Tomczyk poinformował na konferencji, że posłowie złożą wniosek do prokuratury o to, aby "jak najszybciej" zbadała oświadczenia majątkowe Obajtka. - Jeżeli ogląda nas dziś premier (Mateusz - red.) Morawiecki, wicepremier (Jarosław - red.) Kaczyński: na czele Orlenu postawiliście człowieka, który ma nieudokumentowane dochody, który prowadzi podwójne życie - oświadczył. Według szefa klubu KO, Obajtek "powinien przestać pełnić swoją funkcję" jako prezes składamy wniosek do prokuratury w sprawie oświadczeń majątkowych Daniela ObajtkaTVN24Orlen: CBA nie stwierdziło uchybień w oświadczeniach majątkowychNa słowa posłów Koalicji Obywatelskiej zareagowała rzeczniczka Orlenu Joanna Zakrzewska. Przekazała, że oświadczenia Majątkowe Obajtka były jawne do 2016 roku, a ich kontrolę za lata 2002-2013 przeprowadziło Centralne Biuro Antykorupcyjne, które - jak napisała - "nie stwierdziło żadnych uchybień"Trela: panie ministrze Ziobro, proszę pokazać, że ma pan polityczne jajaDo sprawy odniósł się na konferencji prasowej także poseł Lewicy Tomasz Trela. - Dziś mamy kolejną odsłonę tego, w jaki sposób politycy i funkcjonariusze popękanej prawicy działają: samorządowiec i jednocześnie cichy, tajny udziałowiec w spółce, do której nie miał prawa trafić i w której nie mógł funkcjonować - mówił o Obajtku. - Ale nie byłoby w tym pewnie nic dziwnego, gdyby nie to, że to człowiek, który przeszedł niesamowitą karierę. Od wójta po menadżera, od wójta po człowieka z najbliższego grona (prezesa PiS) Jarosława Kaczyńskiego. Od wójta po człowieka, który jest dzisiaj wymieniany jednym tchem przez polityków popękanej prawicy jako kandydat na przyszłego premiera, być może jako kandydat na prezydenta - niego, "nie może być tak, że w Polsce, w demokratycznym państwie prawa, ktoś, kto ma nieczyste sumienie, ktoś kto posługuje się tak knajackim językiem będzie wymieniany jako potencjalny kandydat na najwyższe urzędy w państwie".Trela w imieniu swojego ugrupowania zażądał od ministra sprawiedliwości, prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry, "aby wszczął postępowanie z urzędu" wobec Daniela Obajtka. - Panie prokuratorze, jeżeli wczoraj pan i pana ludzie mieli polityczne jaja, żeby przeciwstawić się Prawu i Sprawiedliwości i zagłosować z opozycją, to proszę pokazać dzisiaj, najpóźniej w poniedziałek, że pan ma też te polityczne jaja i będzie wszczęte postepowanie z urzędu wobec Daniela Obajtka - powiedział Trela. Poseł zaznaczył, że "to nie jest już apel, czy prośba". - To jest żądanie do prokuratora generalnego, żeby sprawą zajął się tu, teraz, natychmiast - mówiąc o głosowaniu ugrupowania Ziobry z opozycją, nawiązał do czwartkowego posiedzenia Sejmu, na którym głosowano nad uzupełnieniem porządku obrad Sejmu o informację w sprawie procedury przyznawania rekompensat w ramach Funduszu Wsparcia Kultury przez resort Piotra Glińskiego. Za wysłuchaniem informacji głosowali politycy z KO, Lewicy, Koalicji Polskiej, Konfederacji, Kukiz'15, Polski 2050 oraz 17 posłów Solidarnej mamy kolejną odsłonę tego, w jaki sposób politycy i funkcjonariusze popękanej prawicy działająTVN24Jackowski: Wstrząsnęły mną te dialogi. Obajtek powinien zająć stanowiskoOpublikowane nagrania Daniela Obajtka komentował także senator klubu Prawa i Sprawiedliwości Jan Maria Jackowski. Potwierdził, że "zapoznał się z tym materiałem". - Wstrząsnęły mną te dialogi, które były podane - przyznał. 63-letni senator powiedział, że zwrócił uwagę na nagraniach padały "niezbyt pochlebne słowa o osobach po siedemdziesiątce i sześćdziesiątce".Chodzi o fragment nagranej rozmowy, w którym Obajtek w wulgarnych słowach krytykuje Romana Lisa, współwłaściciela Elektroplastu, swojego wuja. "Sk*****yn. Ten ch*j pi******ny, brudna pała. W****ia mnie to, wiesz, ale co mam zrobić? Ten pie******y Elektroplast wiecznie, k***a, słyszę. (...) Stary buc, który na emeryturze powinien siedzieć po sześćdziesiątce" - ocenił, że "ten materiał jest wydarzeniem, które będzie jeszcze długo komentowane". Polityk zastrzegł przy tym, że "absolutnie nie czuje się na siłach, żeby stwierdzić wiarygodność, miarodajność tego materiału". - Zostawiam to bohaterowi tych nagrań. Uważam, że powinien zająć w tej sprawie stanowisko - stwierdził. - Z punktu widzenia wizerunkowego na pewno jest to duży problem dla kierownictwa szeroko rozumianego obozu Zjednoczonej Prawicy, ponieważ pan prezes Obajtek, można powiedzieć, że był ulubieńcem i osobą, która była przedstawiana za wzór managera i odpowiedzialnego człowieka, który w obszarze gospodarki buduje potęgę Polski - opisywał. Jackowski: nagrania Obajtka to duży problem dla kierownictwa obozu Zjednoczonej PrawicyTVN24Mueller: nie ma przesłanek, aby Obajtek ustąpił ze stanowiskaO publikację w sprawie prezesa Orlenu pytany był w Sejmie rzecznik rządu Piotr Mueller. Przekazał, że w tej sprawie nie rozmawiał z premierem Mateuszem Morawieckim, a sam - jak twierdzi - nie słuchał nagrań. - Nie znam tych taśm, nie zapoznałem się z tą sprawą poza tytułami prasowymi. To nie jest sprawa bezpośrednio związana z rządem - mówił. Na wspomnienie, że Jackowski, senator klubu PiS był - jak to określił - "wstrząśnięty" tymi nagraniami, Mueller odparł, że jest to opinia według rzecznika rządu Obajtek powinien ustąpić ze stanowiska prezesa Orlenu? - Nie ma do tego przesłanek - uznał. Zaprzeczył także, jakoby na stanowisku premiera miała się szykować zmiana. - To spekulacje - nie ma przesłanek, aby Obajtek ustąpił ze stanowiskaTVN24Autor:akw/adsoTVN24, "Gazeta Wyborcza", PAPŹródło zdjęcia głównego: TVN24

facet ktory prowadzi podwojne zycie